Spacery z psem w upalne dni

Rozpoczęło się lato i czas częstych upałów. Nie wiem jak Wasze zwierzęta, ale dla mojego, jest to okres, w którym co prawda chętnie wyleguje się w ogrodzie, nawet na słońcu, ale spacery to udręka. Po wyjściu z bramy rozgląda się gdzie by tu najbliżej się załatwić. Ciągnie łapa za łapą od jednego cienia do drugiego i wyłącznie w pobliżu domu. Nie wiem czy do tego stopnia męczą go spacery, czy może gorący chodnik parzy w łapy… Niestety nasza okolica to typowa betonoza, więc nie ułatwia życia, jeśli to kwestia parzenia w łapy.

Z drugiej strony, lepiej nie planować z nim w tym czasie żadnych wypadów na całodzienne wycieczki. Gotów w ramach buntu położyć się gdzieś i nie ruszyć. Takie: „noś mnie albo siedź tu ze mną”.

Przechodzące czasem burze, straszą mojego piesełka. Gdy akurat przechodzą w bliskiej odległości, wciska się pod niski stolik. No cóż, każdy ma jakieś lęki, pieski też.

Pamiętajcie o zapewnieniu wody pupilom w ciepłe dni.

Zagubione sarny

W pobliżu domu mam pole, które na skutek budowy pojedynczych domów, osiedli i dróg, jest dość mocno odcięte od innych otwartych terenów. Pole nie jest takie znów małe. Do niedawna jego część była uprawiana, zapewne przez osobę dzierżawiącą je od gminy. Rosła tam kukurydza lub pszenica czy jęczmień. Na pozostałej części działki rośnie nieco zdziczały, popegeerowski sad.

Działkę zamieszkują zające i sarny. Jeszcze niedawno pasło się tam stado 14 saren i koziołków. Były tam od kiedy pamiętam i przyzwyczaiły się już do tego, że od czasu do czasu zapuści się tam jakiś pies. W takiej sytuacji przeważnie dwie – trzy robiły kółeczko dookoła działki. Nawet wytrwały pies, przed połową dystansu miał dość i wracał do właściciela. Reszta saren, po krótkiej obserwacji wracała do skubania zieleniny.

Z dwa tygodnie temu coś się zmieniło. Jedna z saren na pewno została potrącona przez samochód i niestety nie przeżyła tego. Reszta gdzieś przepadła. Trudno powiedzieć czy nagle wszystkie postanowiły zmienić miejsce zamieszkania, czy wpadli tam jacyś myśliwi, nie patrząc na bliską odległość od zabudowań, dróg rowerowych i tego, że sarny nie wchodzą ludziom w szkodę… Na działce zostały tylko 3 bardzo młode sztuki. Widać, że nie zostały nauczone przez grupę odpowiednich zachowań. Pozwalają zbyt blisko podejść psom, a później w panice uciekają.

Wczoraj widziałam jak biegały w panice po całej działce. Jedna o mało nie „powiesiła się” na płocie (siatce), którego nie zauważyła i miała problem z oderwaniem się od niego. Później biegały po drodze i parkingu.

Szkoda zwierząt. Naprawdę szkoda. Tak wygląda nieprzemyślane zabieranie terenów wiejskich przez mieszczuchów, którzy w dodatku nie bardzo odnajdują się na wsi.

Hotel dla zwierząt

Zbliża się sezon na wyjazdy. Najpierw ten majówkowy, a niedługo później urlopowo – wakacyjny. Wszak niektórzy zaczynają urlopy na początku czerwca, żeby załapać się na korzystniejsze ceny i mniejszy tłok w miejscach wypoczynkowych. Dla ekostraży i schronisk to czas wzmożonych interwencji. Zapewne, jak co roku, znajdą się tacy, którzy zamiast wykupić pupilowi hotel dla zwierząt na czas podróży czy też powierzyć go opiece zaufanej osoby, porzucą zwierzę gdzieś przy drodze. A przecież można inaczej.

Czy to naprawdę taki problem, gdy stać cię na wyjazd wakacyjny, którym zapewne pochwalisz się znajomym lub całemu światu, wydać trochę kasy na zapewnienie przyjacielowi należytej opieki?

O skutkach sztucznych ogni w noc sylwestrową

Dzisiejszy wpis dla jednych będzie zrzędzeniem, dla innych oczywistością. Ponieważ jednak blog jest poświęcony zwierzętom, musi się pojawić.

Dopóki nie miałam zwierząt, strzelanie w noc sylwestrową było dla mnie czymś naturalnym, oczywistym. Jednak od kiedy pojawiły się zwierzęta, stało się to czymś męczącym, mimo że moje zwierzaki nie reagują na strzelanie aż tak bardzo, jak niektóre inne. Jednakże nawet mój dość odważny pies miał opory przed powrotem ze spaceru na naszą ulicę, na której chwilę wcześniej ktoś wystrzelił kilka sztucznych ogni.

Mam jednak wśród znajomych osoby, które podają swoim zwierzakom leki na uspokojenie, żeby tę noc „przetrzymały”. Znam psy, które biegają od okna do okna szczekając i takie, które wciskają się w najgłębszy kąt ze strachu.

Co roku, 1 stycznia pojawiają się na grupach facebookowych wpisy spanikowanych właścicieli zwierząt, które wymknęły się z domu w Sylwestra lub też zerwały się ze smyczy ze strachu. Jedne się później odnajdują, inne nie. Dziś rano trafiłam na wpis sąsiadki, która szukała psa. Znalazł się przy drodze, niestety rozjechany przez samochód, bo w panice biegał po okolicy.

Zresztą nie tylko zwierzęta protestują przeciwko strzelaniu. Co roku apelują o to też ludzie mieszkający w pobliżu skwerków, którzy później mają dachy, samochody i trawniki zasypane śmieciami po strzelaniu. Zresztą strzelający nawet nie zabierają pozostałości – kartonów po racach, zostawiając po sobie bałagan.

Jeśli więc następnym razem będziecie chcieli postrzelać w Sylwestra, zastanówcie się czy na pewno chcecie wkurzać sąsiadów i szkodzić zwierzętom.

Szczęśliwego Nowego Roku.

O króliku znalezionym w polu, czyli nie kupujcie dzieciom żywych zabawek

Niemal dwa tygodnie temu, dzień przed wyjazdem na urlop, wybrałam się pojeździć na rowerze pomiędzy sąsiednimi wioskami. Kiedy jechałam przez pola, na pasie trawy pomiędzy drogą a ścierniskiem zobaczyłam białe zwierzę. Myślałam, że to kot, ale z bliska okazało się, że to mały królik. Mały – nie jako królicze dziecię lecz gatunek.

Zatrzymałam się przy nim, a on od razu przykicał do mnie. Królik był bardzo zaniedbany. I mniejsza z tym, że był brudny (widać było, że siedział we własnych odchodach w klatce), ale miał sierść wytartą do gołej skóry wokół szyi. Prawdopodobnie był trzymany na jakiejś za małej obroży i smyczy. Być może dostał przy okazji jakiejś choroby skóry. A może po prostu właściciel właśnie wyjeżdżał na wakacje. Nie wiem, ale efekt był taki, że „miły właściciel” pozbył się króliczka zostawiając go w polu.

Nie myślcie, że od niego uciekł i teraz właściciel szuka pupila. Byłoby to niemożliwe. Znajdował się w naprawdę dużej odległości od zabudowań. Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, tylko kręcił się w kółko. Nie potrafił wejść na pole, bo ściernisko raniło mu łapki, więc poruszał się po trawie przy drodze kilka metrów do przodu i do tyłu.

Ponieważ mam psa, który nie zdzierżyłby na swoim terenie „kicajka”, skontaktowałam się z Eko strażą, która pozwoliła mi przywieźć królika do siebie, a następnie zajęła się nim, leczy go i znalazła mu domek tymczasowy. Mam nadzieję, że króliś znajdzie szybko stały domek u kogoś odpowiedzialnego.

Dlatego apeluję do wszystkich: nie kupujcie zwierząt, jeśli nie zamierzacie się nimi zajmować, Wy – dorośli, a nie Wasze dzieci. Nie kupujcie zwierząt na prezent. Nie kupujcie, jeśli macie podejrzenie alergii, a najlepiej w ogóle przed kupnem czy przygarnięciem jakiegokolwiek zwierzaka zróbcie sobie i pozostałym domownikom testy na alergie. Nie są to rzadkie schorzenia, a po co zwierzę ma czuć się później odtrącone. A przede wszystkim – jeśli z jakichkolwiek powodów nie chcecie już zwierzaka, dajcie ogłoszenie o adopcję lub oddajcie je do schroniska. Tam przynajmniej nie zginie, będzie miało zapewnioną opiekę i szansę na adopcję. Zapewne, gdybym nie zabrała stamtąd króliczka, rozjechałby go samochód albo stałby się obiadem dla jakiegoś drapieżnego ptaka. Nie piszę tego dla oklasków, tylko żeby Wam uzmysłowić konsekwencje porzucania zwierząt w takich miejscach.

Woda dla zwierząt w upalne dni

W tym roku czerwiec dał się poznać najpierw jako ciepły, a obecnie jako upalny miesiąc. Większość ludzi uważa, że lepsza pogoda jest ta słoneczna i ciepła niż deszczowa i zimna, więc miejmy nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej. Jednakże tak jak pamiętamy o częstym piciu wody, tak powinniśmy pamiętać o zapewnieniu wody dla zwierząt, które w tym czasie także mają na nią większe zapotrzebowanie.

Sprawdzajmy częściej poidełka czy miski z wodą czy są pełne, przemywajmy je codziennie, żeby nie rozwijały się w nich bakterie, dla których to także ulubiona temperatura. Jeśli nasze zwierzęta przebywają na ogrodzie, pozostawmy im tam dodatkową miskę z wodą. Z pewnością zainteresuje także inne zwierzęta np. przechodzące tamtędy koty. Możemy także wystawić większą miseczkę, najlepiej z kamykami dla owadów oraz ptaków (jeśli w okolicy nie ma żadnego stawu, jeziora czy rzeki, prawdopodobnie chętnie skorzystają z naszego poidła).

Oczywiście, jeśli w tym czasie wyjeżdżamy czy też wybieramy się na jakąś wędrówkę i zabieramy ze sobą zwierzę, biorąc wodę na drogę, należy uwzględnić także jego potrzeby. Wysiłek w upalny dzień powoduje jeszcze większe zapotrzebowanie na wodę. Jeśli w plecaku nie mamy miejsca na miskę dla psa (czyli zwierzaka, które najczęściej towarzyszy nam na wycieczkach), wodę możemy wlać do woreczka, choćby tego na zbieranie odchodów, który i tak będziemy mieli ze sobą. Jest szczelniejszy niż ręka, z której widziałam, że wielu właścicieli próbuje napoić pupila, z dużą stratą płynu. To taki mój wycieczkowo – spacerowy patent 😉 I już wiecie jak napoić psa w czasie wycieczki 🙂

Miłych wakacji.

Uwaga na kleszcze!

Słyszałam, że w suchych latach jest mniej kleszczy. No i niby mamy suchy rok, a kleszczy jest prawdziwa plaga. Nie ma tygodnia, żebym nie wyciągała psu jednego, a czasem nawet kilku jednorazowo. Co więc jest skuteczne na kleszcze? Myślę, że wszystko po trochę, ale niestety nie ma niczego, co by w 100 procentach uchroniło psa przed tym pasożytem.

Dla właścicieli oczywiście polecam różnego rodzaju spreje do odzieży i na skórę, jasną odzież, na której od razu widać intruza i oglądanie się. Niektórzy wożą ze sobą rolki do ubrań. Podobno dobrze ściągają kleszcze. Można nimi też „wyrolować” psa, jeśli nie ma przeciwwskazań w długości sierści.

Dla psów mamy do wyboru:
– obroże przeciw kleszczom – są w różnej cenie i o różnej skuteczności. Te najlepsze są najdroższe, ale zdaniem producenta działają w zasadzie przez cały kleszczowy sezon. Z tymi tańszymi różnie bywa. Niektórzy mówią, że są ok, jeśli się je wymienia co 2-3 miesiące, a inni narzekają. Zapewne dużo zależy od aktywności właściciela i psa oraz miejsca do spacerowania;
– krople na kleszcze – także są w różnej cenie i skuteczności, i – co za tym idzie – różnej długości działania. Zasadniczo należy psa „zakrapiać” co miesiąc. Kropimy na karku, tak żeby pies nie zlizał specyfiku, bo musi przeniknąć przez skórę;
– tabletki przeciw kleszczom – można je kupić u weterynarza, który dobierze odpowiednie do wagi psa. Podaje się je co 6 tygodni przez kleszczowy sezon. Ja w tym sezonie podaję je psu i przyznam, że rzeczywiście kleszcze szybko usychają i odpadają;
– ubranka przeciw kleszczom – podobno odstraszają kleszcze (są nasączone odpowiednimi substancjami). U nas problemem jest jednak samo założenie wdzianka, tym bardziej latem, gdy i tak jest gorąco i pies się mocno przegrzewa.

W wyniku podanych specyfików kleszcze, po porostu giną po wbiciu się w psią skórę (usychają). Jeśli więc są zakażone, specyfiki nie uchronią raczej przed chorobą. Warto więc ograniczyć kontakt czworonoga z miejscami, o których wiemy, że jest tam dużo kleszczy, albo/a po powrocie wyczesać go porządnie, albo przeciągnąć rolką, żeby choć trochę ograniczyć możliwość wbicia się kleszcza w skórę. To też większe bezpieczeństwo dla właściciela, bo ostatecznie kleszcz przed wbiciem się w psią skórę, może „przejść” na przytulającego się właściciela czy jego dziecko.

Zdecydowanie odradzam natomiast spsikiwanie psów preparatami ochronnymi dedykowanymi ludziom!

Koszty utrzymania psa czy kota

We wpisie, w którym pisałam o zakupie psa czy kota, obiecałam napisać artykuł na temat kosztów, z jakimi musi się liczyć właściciel tych zwierząt. Po zastanowieniu stwierdzam, że temat jest trudny, bo na te zwierzęta można wydać mniej pieniążków niż na utrzymanie np. świnki morskiej, a można i krocie. Zaznaczę na początek, że nie zamierzam zniechęcać do posiadania futrzaków, a jedynie uświadomić – dla dobra człowieka i zwierzęcia.

Spróbuję podzielić te koszty tematycznie:
1. spanko – w ofertach sklepów znajduje się sporo legowisk dla psów i kotów. Jeśli nie chcemy, żeby zwierzę spało z nami w łóżku, albo na kanapie, lecz miało własne miejsce, warto dobrać dla niego wygodne legowisko. Wielkość dobieramy stosownie do gabarytów zwierzaka. Można też kupić legowiska „mało używane” lub „praktycznie nie używane” oferowane przez właścicieli czworonogów, którzy piszą w ogłoszeniach, że „pies/kot woli spać na kanapie i nie dał się przekonać do legowiska, które tylko zajmuje miejsce”,

2. czystość – kuweta i żwirek (drewniany lub bentonitowy – pochłaniają wilgoć i do pewnego stopnia nieprzyjemny zapach) – to coś obowiązkowego dla kotów; z kolei dla szczeniaków przyda się mata do nauki załatwiania potrzeb w jednym miejscu. Od czasu do czasu dobrze jest wyczyścić kuwetę octem, który doskonale rozpuszcza osad z moczu (wlać i zostawić na chwilę),

3. transport – dla kotów przyda się transporter, dla większości psów wystarczą szelki i smycz przymocowana do zagłówka fotela w aucie. Można także zaopatrzyć się w specjalną uprząż dla psów do transportu. Niektórzy właściciele wolą przewozić pieski w klatkach, więc właściwie można różnie. Najważniejsze, żeby pies „nie łaził” po samochodzie rozpraszając kierowcę.

4. spacer – w przypadku psów należy zaopatrzyć się w obrożę lub szelki oraz smycz lub fleksa. Do tresury psów i nauki przywoływania przyda się długa np. 10 metrowa linka treningowa. Jeśli na spacer podjeżdżamy środkami komunikacji publicznej: autobusem, tramwajem, pociągiem pies powinien mieć założony kaganiec (a właściciel powinien mieć przy sobie książeczkę szczepień). Bez tych dwóch rzeczy możemy zostać wyproszeni z pojazdu. Na spacer z kotkiem możemy go ubrać w szelki i prowadzić go na smyczy lub fleksie.

5. jedzonko – na pewno będą potrzebne miski na wodę i na jedzonko. Przy czym nie mieszamy karmy suchej z mokrą (czy też innym jedzeniem). Na jedzenie i smaczki możemy wydać dużo pieniędzy lub całkiem niewiele. Dobra karma nie powinna zawierać zboża. Najlepiej, żeby nie zawierała także kurczaków, na które dużo psów jest uczulonych. Być może dlatego, że do karmy trafiają resztki zapewne niezbyt dobrej jakości. U naszego psa dobrze sprawdza się np. karma z Wiejskiej Zagrody, Brit care i Dolina Noteci. Jednakże wczytując się w skład dobrych karm, stwierdzam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby karmić pieska ludzkim jedzeniem (pod warunkiem, że nie jest ono mocno przyprawiane czy smażone). W składzie dobrych karm są np. dorsz + ziemniaki + brokuły, indyk + bataty + marchewka, itd. itp. Zasadniczo składniki, które są także dobrym, zbilansowanym posiłkiem dla ludzi. Jeśli więc odżywiacie się zdrowo, wasze zwierzę może jeść razem z Wami. Warto tylko zapoznać się z listą rzeczy, które są dla zwierzęcia szkodliwe lub wręcz trujące. Należy też pamiętać, że pies nie jest zwierzęciem mięsożernym. Może i powinien jeść także warzywa i owoce np. marchewkę, dynię, jabłko, gruszkę… Podobnie sprawa ma się z kotami. W trakcie tresury niezastąpione mogą się okazać smaczki lub np. pokrojona na kawałeczki parówka. Należy także przestrzegać ilości jedzenia podanej przez producenta.

6. zabawki – to temat rzeka. Koty i psy są trochę jak dzieci, więc uwielbiają zabawki. To dla nich także odstresowywacz i „zabójca czasu”, gdy zostaną same w domu. Doskonale sprawdzą się drapaki dla kotów, maty węchowe czy maty do wylizywania (to także dla małych obżarciuszków), maskotki, piłeczki do aportowania lub frisbee, szarpaki, zabawki interaktywne (szczególnie dla kotów),

7. klatka kennelowa – pozycja nieobowiązkowa; niektórzy właściciele i behawioryści uważają, że psy czują się bezpieczniej na małej, wydzielonej przestrzeni. Oczywiście nie są tam zamykane na stałe, ale od czasu do czasu mogą same tam wejść lub na życzenie właściciela, gdy np. ma on gości i pies jest zbyt rozemocjonowany. Przed zakupem klatki dobrze jest zastanowić się: gdzie będzie stała? czy mamy w domu wystarczająco dużo miejsca?

8. wizyty u weterynarza – w naszym systemie zwierzęta nie są objęte darmową opieką weterynarza, zatem za wizyty trzeba będzie zapłacić. Raz do roku będzie to szczepienie. Ponadto odrobaczenie – co 3 miesiące, środki na kleszcze (dla zwierząt wychodzących), przycinanie pazurów. Ponadto zwierzakom, jak i ludziom zdarza się od czasu do czasu zachorować, co wiąże się z wizytą u wetka. W przypadku jednych wizyt zapłacimy więc ok. 100 zł, w przypadku innych koszty leczenia mogą iść w naprawdę grube tysiące.

W artykule świadomie starałam się nie pisać o cenach, które ostatnio poszybowały w każdej chyba dziedzinie, a mi zależy na aktualności wpisu. Po prostu przed podjęciem ostatecznej decyzji o posiadaniu psa czy kota, sprawdźcie aktualne ceny, żebyście wiedzieli ile będzie Was kosztowało utrzymanie zwierzaka 🙂

Koszty związane ze świnką morską – kawią domową

We wcześniejszym wpisie pt. Przed zakupem świnki morskiej obiecałam napisać kilka słów o kosztach, z jakimi musi się liczyć przyszły właściciel, a później właściciel, świnki morskiej. Oczywiście nie jest moim celem zniechęcanie do posiadania świnki morskiej. Uważam jednak, że kwestia świadomości wydatków i odpowiedzi na pytanie: czy dam radę? jest istotna zarówno dla właściciela, jak i dla świnki, aby nie musiała się tułać po różnych domach.

Wiele kosztów jest ponoszonych jednorazowo na początku, inne cyklicznie lub od czasu do czasu. Są to:
– klatka – to przede wszystkim. Świnka morska nie jest maleńkim zwierzakiem. Mniejsze gatunki ważą od ok. 700 gram, większe do ok. 1,2 kg. Przejedzone świnki jeszcze więcej 😉 To sprawia, że jedna świnka musi mieć klatkę o wielkości co najmniej 50×80 cm. Czym większa klatka, tym śwince będzie wygodniej, a właściciel będzie mógł nieco rzadziej sprzątać 😉 Przy dwóch świnkach zaleca się, aby klatka miała długość 120 cm. Przed zakupem klatki dobrze jest zastanowić się: gdzie będzie stała? czy mamy w domu wystarczająco dużo miejsca? Świnki łatwo się przeziębiają, więc nie może być to miejsce narażone na przeciągi czy też napływ chłodnego powietrza w zimie. U mnie dobrze sprawdziła się klatka z dość wysokimi bokami. Zapobiegały rozsypaniu granulek przez biegające świnki i ograniczyły podgryzanie prętów klatki.

– podkład – świnki bardzo dużo siusiają. Klatkę należy zatem czymś wyłożyć. Jeśli masz czas i możliwości częstego prania możesz użyć do tego tkanin, dywaników, itd. Musisz jednak liczyć się z tym, że zostaną one dość szybko zmoczone i będą wymagały wymiany. Możesz też użyć podkładu. W sklepach jest dostępny taki przypominający grube trociny albo w postaci sprasowanych granulek wyglądających trochę jak palet. Jest to kwestia gustu. Ja używałam sprasowanych granulek, ponieważ bardzo dobrze chłonęły mocz i dość dobrze jego zapach. Uważajcie tylko na podkłady zapachowe. Często mają bardzo intensywny zapach unoszący się w pokoju, a co dopiero tuż przy podłożu, gdzie świnka ma nosek…

– siano – to podstawa wyżywienia świnki morskiej. Niektórzy dostarczają go śwince tylko do paśnika, inni wsypują do klatki. Kwestia gustu. Podobno lepiej, gdy świnka ma go w paśniku, żeby nie jadła obsikanego, ale to także zależy od częstotliwości sprzątania. Moje świnki uwielbiały zagrzebywać się w sianie. Warto zwrócić uwagę na grubość i jakość siana i wybrać to, które ma węższe źdźbła. Czasem producenci pakują takie grube, twarde i ostre trawy. Osobiście odradzam je. Nieraz się takimi skaleczyłam wyjmując siano z woreczka.

– poidełko i miseczka – świnki to straszne pijaki 😉 Muszą mieć zapewniony dostęp do czystej wody. Do miseczki wsypujemy karmę. Możemy też zapewnić śwince dwie miseczki: jedną na karmę, drugą na owoce i warzywa, żeby nie zmoczyły karmy.

– dobrej jakości karma – na pewno nie mieszanka „marketowa”. U nas dobrze sprawdzały się mieszanki cavia complete. Przy wyżywieniu świnki obowiązuje zasada: chcesz mieć zdrową świnkę, dobrze ją odżywiaj.

– warzywa i owoce – oczywiście świeże, czyli nie spleśniałe, nadpleśniałe, itp. i nie gotowane. Odpadają więc np. ziemniaki. Świnki nie powinny też jeść fasoli i grochu. Należy unikać także kapusty oraz uwielbianej przez świnki sałaty, chyba że z własnego ogródka. Sałata działa jak gąbka na metale ciężkie przez co szczególnie dla małych zwierząt może się okazać nawet zabójcza. Nie zaleca się także warzyw cebulowatych. Moje świnki poza sałatą z ogródka szczególnie uwielbiały: pomidory, ogórki, buraki, jabłka, dynie, kabaczki, liście z rzodkiewki no i oczywiście trawę z mleczami 🙂

– transporterek – rzecz bardzo przydatna w czasie wyjazdów i wizyt u weterynarza.

– wizyty u weterynarza – świnki nie mają żadnych obowiązkowych corocznych wizyt jak np. psy. Jednakże od czasu do czasu zdarza im się zachorować, co wiąże się z wizytą u wetka. O chorobach świnek napiszę więcej później. Tutaj tylko wspomnę o wizytach, które mi się zdarzały. Były one spowodowane przycinaniem pazurków, zębów, leczeniem grzybicy i tarczycy (choroby bardzo popularne wśród świnek) oraz zapalenia płuc. Koszt wizyt wahał się od 50 – 500 zł. Wspomnę tylko, że nie jest dobrym pomysłem zanieść świnkę do weterynarza specjalizującego się w psach. Należy znaleźć weterynarza od zwierząt egzotycznych.

– ocet – to coś co musicie mieć. Świnki są podatne na choroby grzybicze – czasem ze stresu, czasem przy obniżonej odporności, czasem „złapią” coś z siana. Po każdym wyczyszczeniu klatki, dobrze jest przetrzeć ją octem. Ocet zabija grzyby i doskonale czyści klatkę z osadu z moczu (można zostawić na nim na chwilę „kałużę” z octu, a na pewno da się zetrzeć). Metoda polecana przez lekarzy weterynarii.

Świadomie nie napisałam tutaj o cenach akcesoriów dla świnek oraz wyżywienia. Ich stawki bardzo się zmieniają, a zależy mi na aktualności artykułu. Po prostu przed decyzją o posiadaniu świnki, sprawdźcie aktualne ceny, żebyście wiedzieli ile będzie Was kosztowało utrzymanie zwierzaka.

Przed zakupem psa czy kota

Pisząc o zakupie psa czy kota, tak naprawdę mam na myśli każdy sposób, w który „zdobędziemy” zwierzę i pojawi się ono w naszym domu. Może być to zakup z hodowli, adopcja ze schroniska, przygarnięcie znalezionego zwierzęcia albo takiego z ogłoszenia „oddam, bo….” (tysiąc tłumaczeń, albo stwierdzenie, że nie będę się tłumaczyć).

A zatem przed przyjęciem zwierzęcia do domu, należy pamiętać, że wiąże się z tym wiele obowiązków i że jest to żywe stworzenie, więc będzie wymagało opieki przez całe życie, które trwa różną ilość lat. Ile? W dużej mierze zależy to od rasy, ale także od odżywiania, opieki i predyspozycji do łapania chorób.

Przed podjęciem decyzji o zakwaterowaniu u siebie kota lub psa upewnij się, że:
– ani Ty, ani żaden z domowników nie macie alergii na to zwierzątko – alergie to najczęściej występujący argument osób, które później próbują się zwierzaka pozbyć; sądząc po ilości alergików w naszym kraju, jestem w stanie w to uwierzyć,
– masz miejsce na legowisko. Co prawda wiele osób rezygnuje z niego twierdząc, że zwierzaki lubią spać na kanapach, ale być może Ty wolisz jak ma swoje miejsce; niektórzy kupują klatki kennelowe, które zajmują też sporo miejsca. Jeśli kot ma być w domu, będzie potrzebował także drapaków i podestów, które urozmaicą mu życie 😉 No i transporterka koniecznego w podróżach i wizytach u weterynarza.
– masz osobę odpowiedzialną za wychodzenie na spacery i zrobienie porządku po zwierzakach. W przypadku psa, jeśli masz ogródek, piesek może spędzać na nim czas, ale przynajmniej na 1 spacerek dziennie ktoś musi z nim wyjść. Jeśli nie masz ogródka, trzeba z nim wyjść 4 razy dziennie. Do tego dochodzi sprzątanie co drugi – trzeci dzień (w zależności od linienia). Warto także wychodzić na spacerki z kotem. No i koniecznie należy na bieżąco sprzątać jego kuwetę.
– stać Cię na to zwierzę; temat potrzeb kotów i psów oraz wydatków na nie rozwinę w innym wpisie, bo jest dość obszerny;
– masz z kim zostawić zwierzaki w razie wyjazdu i niemożności zabrania ich ze sobą; ewentualnie jest jakiś hotel dla tych zwierząt w pobliżu, co jednak wiąże się także z aspektem finansowym.

Istotne jest także zastanowienie się nad ilością zwierząt, które chcemy mieć. Są zwolennicy teorii, że zwierzętom lepiej w stadzie, bo się nie nudzą. Z drugiej strony może to powodować konflikty, jeśli zwierzęta nie chcą się zżyć ze sobą. Przed podjęciem takiej decyzji, lepiej je zapoznać ze sobą i poobserwować reakcje, żeby – zwłaszcza w czasie nieobecności właścicieli – nie robiły sobie krzywdy. Należy też pomyśleć czy nie będą uciążliwe dla otoczenia. Mam znajomą posiadającą 5 psów. Zazwyczaj spędzają czas na ogrodzie, ale czasem zdarza im się uciec gdzieś na wieś. Dla mieszkańców jest to wtedy bardzo uciążliwe, bo chojrakują wtedy jak to stado. Na ogrodzie wyrządzają też niemało szkód robiąc kopalnie odkrywkowe i hałasując.

Jeśli o mnie chodzi, to preferuję jednorazowo jedno zwierzę. Ale możecie mieć inne zdanie 🙂