Zagubione sarny

W pobliżu domu mam pole, które na skutek budowy pojedynczych domów, osiedli i dróg, jest dość mocno odcięte od innych otwartych terenów. Pole nie jest takie znów małe. Do niedawna jego część była uprawiana, zapewne przez osobę dzierżawiącą je od gminy. Rosła tam kukurydza lub pszenica czy jęczmień. Na pozostałej części działki rośnie nieco zdziczały, popegeerowski sad.

Działkę zamieszkują zające i sarny. Jeszcze niedawno pasło się tam stado 14 saren i koziołków. Były tam od kiedy pamiętam i przyzwyczaiły się już do tego, że od czasu do czasu zapuści się tam jakiś pies. W takiej sytuacji przeważnie dwie – trzy robiły kółeczko dookoła działki. Nawet wytrwały pies, przed połową dystansu miał dość i wracał do właściciela. Reszta saren, po krótkiej obserwacji wracała do skubania zieleniny.

Z dwa tygodnie temu coś się zmieniło. Jedna z saren na pewno została potrącona przez samochód i niestety nie przeżyła tego. Reszta gdzieś przepadła. Trudno powiedzieć czy nagle wszystkie postanowiły zmienić miejsce zamieszkania, czy wpadli tam jacyś myśliwi, nie patrząc na bliską odległość od zabudowań, dróg rowerowych i tego, że sarny nie wchodzą ludziom w szkodę… Na działce zostały tylko 3 bardzo młode sztuki. Widać, że nie zostały nauczone przez grupę odpowiednich zachowań. Pozwalają zbyt blisko podejść psom, a później w panice uciekają.

Wczoraj widziałam jak biegały w panice po całej działce. Jedna o mało nie „powiesiła się” na płocie (siatce), którego nie zauważyła i miała problem z oderwaniem się od niego. Później biegały po drodze i parkingu.

Szkoda zwierząt. Naprawdę szkoda. Tak wygląda nieprzemyślane zabieranie terenów wiejskich przez mieszczuchów, którzy w dodatku nie bardzo odnajdują się na wsi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *