O króliku znalezionym w polu, czyli nie kupujcie dzieciom żywych zabawek

Niemal dwa tygodnie temu, dzień przed wyjazdem na urlop, wybrałam się pojeździć na rowerze pomiędzy sąsiednimi wioskami. Kiedy jechałam przez pola, na pasie trawy pomiędzy drogą a ścierniskiem zobaczyłam białe zwierzę. Myślałam, że to kot, ale z bliska okazało się, że to mały królik. Mały – nie jako królicze dziecię lecz gatunek.

Zatrzymałam się przy nim, a on od razu przykicał do mnie. Królik był bardzo zaniedbany. I mniejsza z tym, że był brudny (widać było, że siedział we własnych odchodach w klatce), ale miał sierść wytartą do gołej skóry wokół szyi. Prawdopodobnie był trzymany na jakiejś za małej obroży i smyczy. Być może dostał przy okazji jakiejś choroby skóry. A może po prostu właściciel właśnie wyjeżdżał na wakacje. Nie wiem, ale efekt był taki, że „miły właściciel” pozbył się króliczka zostawiając go w polu.

Nie myślcie, że od niego uciekł i teraz właściciel szuka pupila. Byłoby to niemożliwe. Znajdował się w naprawdę dużej odległości od zabudowań. Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, tylko kręcił się w kółko. Nie potrafił wejść na pole, bo ściernisko raniło mu łapki, więc poruszał się po trawie przy drodze kilka metrów do przodu i do tyłu.

Ponieważ mam psa, który nie zdzierżyłby na swoim terenie „kicajka”, skontaktowałam się z Eko strażą, która pozwoliła mi przywieźć królika do siebie, a następnie zajęła się nim, leczy go i znalazła mu domek tymczasowy. Mam nadzieję, że króliś znajdzie szybko stały domek u kogoś odpowiedzialnego.

Dlatego apeluję do wszystkich: nie kupujcie zwierząt, jeśli nie zamierzacie się nimi zajmować, Wy – dorośli, a nie Wasze dzieci. Nie kupujcie zwierząt na prezent. Nie kupujcie, jeśli macie podejrzenie alergii, a najlepiej w ogóle przed kupnem czy przygarnięciem jakiegokolwiek zwierzaka zróbcie sobie i pozostałym domownikom testy na alergie. Nie są to rzadkie schorzenia, a po co zwierzę ma czuć się później odtrącone. A przede wszystkim – jeśli z jakichkolwiek powodów nie chcecie już zwierzaka, dajcie ogłoszenie o adopcję lub oddajcie je do schroniska. Tam przynajmniej nie zginie, będzie miało zapewnioną opiekę i szansę na adopcję. Zapewne, gdybym nie zabrała stamtąd króliczka, rozjechałby go samochód albo stałby się obiadem dla jakiegoś drapieżnego ptaka. Nie piszę tego dla oklasków, tylko żeby Wam uzmysłowić konsekwencje porzucania zwierząt w takich miejscach.