Spacery z psem w upalne dni

Rozpoczęło się lato i czas częstych upałów. Nie wiem jak Wasze zwierzęta, ale dla mojego, jest to okres, w którym co prawda chętnie wyleguje się w ogrodzie, nawet na słońcu, ale spacery to udręka. Po wyjściu z bramy rozgląda się gdzie by tu najbliżej się załatwić. Ciągnie łapa za łapą od jednego cienia do drugiego i wyłącznie w pobliżu domu. Nie wiem czy do tego stopnia męczą go spacery, czy może gorący chodnik parzy w łapy… Niestety nasza okolica to typowa betonoza, więc nie ułatwia życia, jeśli to kwestia parzenia w łapy.

Z drugiej strony, lepiej nie planować z nim w tym czasie żadnych wypadów na całodzienne wycieczki. Gotów w ramach buntu położyć się gdzieś i nie ruszyć. Takie: „noś mnie albo siedź tu ze mną”.

Przechodzące czasem burze, straszą mojego piesełka. Gdy akurat przechodzą w bliskiej odległości, wciska się pod niski stolik. No cóż, każdy ma jakieś lęki, pieski też.

Pamiętajcie o zapewnieniu wody pupilom w ciepłe dni.

Zagubione sarny

W pobliżu domu mam pole, które na skutek budowy pojedynczych domów, osiedli i dróg, jest dość mocno odcięte od innych otwartych terenów. Pole nie jest takie znów małe. Do niedawna jego część była uprawiana, zapewne przez osobę dzierżawiącą je od gminy. Rosła tam kukurydza lub pszenica czy jęczmień. Na pozostałej części działki rośnie nieco zdziczały, popegeerowski sad.

Działkę zamieszkują zające i sarny. Jeszcze niedawno pasło się tam stado 14 saren i koziołków. Były tam od kiedy pamiętam i przyzwyczaiły się już do tego, że od czasu do czasu zapuści się tam jakiś pies. W takiej sytuacji przeważnie dwie – trzy robiły kółeczko dookoła działki. Nawet wytrwały pies, przed połową dystansu miał dość i wracał do właściciela. Reszta saren, po krótkiej obserwacji wracała do skubania zieleniny.

Z dwa tygodnie temu coś się zmieniło. Jedna z saren na pewno została potrącona przez samochód i niestety nie przeżyła tego. Reszta gdzieś przepadła. Trudno powiedzieć czy nagle wszystkie postanowiły zmienić miejsce zamieszkania, czy wpadli tam jacyś myśliwi, nie patrząc na bliską odległość od zabudowań, dróg rowerowych i tego, że sarny nie wchodzą ludziom w szkodę… Na działce zostały tylko 3 bardzo młode sztuki. Widać, że nie zostały nauczone przez grupę odpowiednich zachowań. Pozwalają zbyt blisko podejść psom, a później w panice uciekają.

Wczoraj widziałam jak biegały w panice po całej działce. Jedna o mało nie „powiesiła się” na płocie (siatce), którego nie zauważyła i miała problem z oderwaniem się od niego. Później biegały po drodze i parkingu.

Szkoda zwierząt. Naprawdę szkoda. Tak wygląda nieprzemyślane zabieranie terenów wiejskich przez mieszczuchów, którzy w dodatku nie bardzo odnajdują się na wsi.

Hotel dla zwierząt

Zbliża się sezon na wyjazdy. Najpierw ten majówkowy, a niedługo później urlopowo – wakacyjny. Wszak niektórzy zaczynają urlopy na początku czerwca, żeby załapać się na korzystniejsze ceny i mniejszy tłok w miejscach wypoczynkowych. Dla ekostraży i schronisk to czas wzmożonych interwencji. Zapewne, jak co roku, znajdą się tacy, którzy zamiast wykupić pupilowi hotel dla zwierząt na czas podróży czy też powierzyć go opiece zaufanej osoby, porzucą zwierzę gdzieś przy drodze. A przecież można inaczej.

Czy to naprawdę taki problem, gdy stać cię na wyjazd wakacyjny, którym zapewne pochwalisz się znajomym lub całemu światu, wydać trochę kasy na zapewnienie przyjacielowi należytej opieki?

O skutkach sztucznych ogni w noc sylwestrową

Dzisiejszy wpis dla jednych będzie zrzędzeniem, dla innych oczywistością. Ponieważ jednak blog jest poświęcony zwierzętom, musi się pojawić.

Dopóki nie miałam zwierząt, strzelanie w noc sylwestrową było dla mnie czymś naturalnym, oczywistym. Jednak od kiedy pojawiły się zwierzęta, stało się to czymś męczącym, mimo że moje zwierzaki nie reagują na strzelanie aż tak bardzo, jak niektóre inne. Jednakże nawet mój dość odważny pies miał opory przed powrotem ze spaceru na naszą ulicę, na której chwilę wcześniej ktoś wystrzelił kilka sztucznych ogni.

Mam jednak wśród znajomych osoby, które podają swoim zwierzakom leki na uspokojenie, żeby tę noc „przetrzymały”. Znam psy, które biegają od okna do okna szczekając i takie, które wciskają się w najgłębszy kąt ze strachu.

Co roku, 1 stycznia pojawiają się na grupach facebookowych wpisy spanikowanych właścicieli zwierząt, które wymknęły się z domu w Sylwestra lub też zerwały się ze smyczy ze strachu. Jedne się później odnajdują, inne nie. Dziś rano trafiłam na wpis sąsiadki, która szukała psa. Znalazł się przy drodze, niestety rozjechany przez samochód, bo w panice biegał po okolicy.

Zresztą nie tylko zwierzęta protestują przeciwko strzelaniu. Co roku apelują o to też ludzie mieszkający w pobliżu skwerków, którzy później mają dachy, samochody i trawniki zasypane śmieciami po strzelaniu. Zresztą strzelający nawet nie zabierają pozostałości – kartonów po racach, zostawiając po sobie bałagan.

Jeśli więc następnym razem będziecie chcieli postrzelać w Sylwestra, zastanówcie się czy na pewno chcecie wkurzać sąsiadów i szkodzić zwierzętom.

Szczęśliwego Nowego Roku.

O króliku znalezionym w polu, czyli nie kupujcie dzieciom żywych zabawek

Niemal dwa tygodnie temu, dzień przed wyjazdem na urlop, wybrałam się pojeździć na rowerze pomiędzy sąsiednimi wioskami. Kiedy jechałam przez pola, na pasie trawy pomiędzy drogą a ścierniskiem zobaczyłam białe zwierzę. Myślałam, że to kot, ale z bliska okazało się, że to mały królik. Mały – nie jako królicze dziecię lecz gatunek.

Zatrzymałam się przy nim, a on od razu przykicał do mnie. Królik był bardzo zaniedbany. I mniejsza z tym, że był brudny (widać było, że siedział we własnych odchodach w klatce), ale miał sierść wytartą do gołej skóry wokół szyi. Prawdopodobnie był trzymany na jakiejś za małej obroży i smyczy. Być może dostał przy okazji jakiejś choroby skóry. A może po prostu właściciel właśnie wyjeżdżał na wakacje. Nie wiem, ale efekt był taki, że „miły właściciel” pozbył się króliczka zostawiając go w polu.

Nie myślcie, że od niego uciekł i teraz właściciel szuka pupila. Byłoby to niemożliwe. Znajdował się w naprawdę dużej odległości od zabudowań. Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, tylko kręcił się w kółko. Nie potrafił wejść na pole, bo ściernisko raniło mu łapki, więc poruszał się po trawie przy drodze kilka metrów do przodu i do tyłu.

Ponieważ mam psa, który nie zdzierżyłby na swoim terenie „kicajka”, skontaktowałam się z Eko strażą, która pozwoliła mi przywieźć królika do siebie, a następnie zajęła się nim, leczy go i znalazła mu domek tymczasowy. Mam nadzieję, że króliś znajdzie szybko stały domek u kogoś odpowiedzialnego.

Dlatego apeluję do wszystkich: nie kupujcie zwierząt, jeśli nie zamierzacie się nimi zajmować, Wy – dorośli, a nie Wasze dzieci. Nie kupujcie zwierząt na prezent. Nie kupujcie, jeśli macie podejrzenie alergii, a najlepiej w ogóle przed kupnem czy przygarnięciem jakiegokolwiek zwierzaka zróbcie sobie i pozostałym domownikom testy na alergie. Nie są to rzadkie schorzenia, a po co zwierzę ma czuć się później odtrącone. A przede wszystkim – jeśli z jakichkolwiek powodów nie chcecie już zwierzaka, dajcie ogłoszenie o adopcję lub oddajcie je do schroniska. Tam przynajmniej nie zginie, będzie miało zapewnioną opiekę i szansę na adopcję. Zapewne, gdybym nie zabrała stamtąd króliczka, rozjechałby go samochód albo stałby się obiadem dla jakiegoś drapieżnego ptaka. Nie piszę tego dla oklasków, tylko żeby Wam uzmysłowić konsekwencje porzucania zwierząt w takich miejscach.

Woda dla zwierząt w upalne dni

W tym roku czerwiec dał się poznać najpierw jako ciepły, a obecnie jako upalny miesiąc. Większość ludzi uważa, że lepsza pogoda jest ta słoneczna i ciepła niż deszczowa i zimna, więc miejmy nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej. Jednakże tak jak pamiętamy o częstym piciu wody, tak powinniśmy pamiętać o zapewnieniu wody dla zwierząt, które w tym czasie także mają na nią większe zapotrzebowanie.

Sprawdzajmy częściej poidełka czy miski z wodą czy są pełne, przemywajmy je codziennie, żeby nie rozwijały się w nich bakterie, dla których to także ulubiona temperatura. Jeśli nasze zwierzęta przebywają na ogrodzie, pozostawmy im tam dodatkową miskę z wodą. Z pewnością zainteresuje także inne zwierzęta np. przechodzące tamtędy koty. Możemy także wystawić większą miseczkę, najlepiej z kamykami dla owadów oraz ptaków (jeśli w okolicy nie ma żadnego stawu, jeziora czy rzeki, prawdopodobnie chętnie skorzystają z naszego poidła).

Oczywiście, jeśli w tym czasie wyjeżdżamy czy też wybieramy się na jakąś wędrówkę i zabieramy ze sobą zwierzę, biorąc wodę na drogę, należy uwzględnić także jego potrzeby. Wysiłek w upalny dzień powoduje jeszcze większe zapotrzebowanie na wodę. Jeśli w plecaku nie mamy miejsca na miskę dla psa (czyli zwierzaka, które najczęściej towarzyszy nam na wycieczkach), wodę możemy wlać do woreczka, choćby tego na zbieranie odchodów, który i tak będziemy mieli ze sobą. Jest szczelniejszy niż ręka, z której widziałam, że wielu właścicieli próbuje napoić pupila, z dużą stratą płynu. To taki mój wycieczkowo – spacerowy patent 😉 I już wiecie jak napoić psa w czasie wycieczki 🙂

Miłych wakacji.

Uwaga na kleszcze!

Słyszałam, że w suchych latach jest mniej kleszczy. No i niby mamy suchy rok, a kleszczy jest prawdziwa plaga. Nie ma tygodnia, żebym nie wyciągała psu jednego, a czasem nawet kilku jednorazowo. Co więc jest skuteczne na kleszcze? Myślę, że wszystko po trochę, ale niestety nie ma niczego, co by w 100 procentach uchroniło psa przed tym pasożytem.

Dla właścicieli oczywiście polecam różnego rodzaju spreje do odzieży i na skórę, jasną odzież, na której od razu widać intruza i oglądanie się. Niektórzy wożą ze sobą rolki do ubrań. Podobno dobrze ściągają kleszcze. Można nimi też „wyrolować” psa, jeśli nie ma przeciwwskazań w długości sierści.

Dla psów mamy do wyboru:
– obroże przeciw kleszczom – są w różnej cenie i o różnej skuteczności. Te najlepsze są najdroższe, ale zdaniem producenta działają w zasadzie przez cały kleszczowy sezon. Z tymi tańszymi różnie bywa. Niektórzy mówią, że są ok, jeśli się je wymienia co 2-3 miesiące, a inni narzekają. Zapewne dużo zależy od aktywności właściciela i psa oraz miejsca do spacerowania;
– krople na kleszcze – także są w różnej cenie i skuteczności, i – co za tym idzie – różnej długości działania. Zasadniczo należy psa „zakrapiać” co miesiąc. Kropimy na karku, tak żeby pies nie zlizał specyfiku, bo musi przeniknąć przez skórę;
– tabletki przeciw kleszczom – można je kupić u weterynarza, który dobierze odpowiednie do wagi psa. Podaje się je co 6 tygodni przez kleszczowy sezon. Ja w tym sezonie podaję je psu i przyznam, że rzeczywiście kleszcze szybko usychają i odpadają;
– ubranka przeciw kleszczom – podobno odstraszają kleszcze (są nasączone odpowiednimi substancjami). U nas problemem jest jednak samo założenie wdzianka, tym bardziej latem, gdy i tak jest gorąco i pies się mocno przegrzewa.

W wyniku podanych specyfików kleszcze, po porostu giną po wbiciu się w psią skórę (usychają). Jeśli więc są zakażone, specyfiki nie uchronią raczej przed chorobą. Warto więc ograniczyć kontakt czworonoga z miejscami, o których wiemy, że jest tam dużo kleszczy, albo/a po powrocie wyczesać go porządnie, albo przeciągnąć rolką, żeby choć trochę ograniczyć możliwość wbicia się kleszcza w skórę. To też większe bezpieczeństwo dla właściciela, bo ostatecznie kleszcz przed wbiciem się w psią skórę, może „przejść” na przytulającego się właściciela czy jego dziecko.

Zdecydowanie odradzam natomiast spsikiwanie psów preparatami ochronnymi dedykowanymi ludziom!

Witajcie

Witajcie,

tym wpisem rozpoczynam cykl artykułów na blogu poświęconych zwierzętom, z którym dotychczas miałam do czynienia, czyli z psom, kotom i świnkom morskim. Chciałabym podzielić się tu moimi doświadczeniami z hodowli, problemami, z którymi się spotkałam i sposobami na ich rozwiązanie. Mam nadzieję, że komuś się ta wiedza przyda 🙂 

A, oczywiście miałam do czynienia także z innymi zwierzętami. Nie będę tu jednak opisywała inwazji mrówek, nalotu moli, odwiedzin polnej myszy czy żaby, a nawet zimowego dokarmiania ptaków 😉

Skoncentruję się na domowych pupilach nie latających i nie pływających 😉

Zapraszam do lektury i dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach. Jednocześnie informuję, że komentarze są moderowane, więc za spam dziękuję – nie zamieszczę. Nie traćcie czasu na jego wklepywanie.