O skutkach sztucznych ogni w noc sylwestrową

Dzisiejszy wpis dla jednych będzie zrzędzeniem, dla innych oczywistością. Ponieważ jednak blog jest poświęcony zwierzętom, musi się pojawić.

Dopóki nie miałam zwierząt, strzelanie w noc sylwestrową było dla mnie czymś naturalnym, oczywistym. Jednak od kiedy pojawiły się zwierzęta, stało się to czymś męczącym, mimo że moje zwierzaki nie reagują na strzelanie aż tak bardzo, jak niektóre inne. Jednakże nawet mój dość odważny pies miał opory przed powrotem ze spaceru na naszą ulicę, na której chwilę wcześniej ktoś wystrzelił kilka sztucznych ogni.

Mam jednak wśród znajomych osoby, które podają swoim zwierzakom leki na uspokojenie, żeby tę noc „przetrzymały”. Znam psy, które biegają od okna do okna szczekając i takie, które wciskają się w najgłębszy kąt ze strachu.

Co roku, 1 stycznia pojawiają się na grupach facebookowych wpisy spanikowanych właścicieli zwierząt, które wymknęły się z domu w Sylwestra lub też zerwały się ze smyczy ze strachu. Jedne się później odnajdują, inne nie. Dziś rano trafiłam na wpis sąsiadki, która szukała psa. Znalazł się przy drodze, niestety rozjechany przez samochód, bo w panice biegał po okolicy.

Zresztą nie tylko zwierzęta protestują przeciwko strzelaniu. Co roku apelują o to też ludzie mieszkający w pobliżu skwerków, którzy później mają dachy, samochody i trawniki zasypane śmieciami po strzelaniu. Zresztą strzelający nawet nie zabierają pozostałości – kartonów po racach, zostawiając po sobie bałagan.

Jeśli więc następnym razem będziecie chcieli postrzelać w Sylwestra, zastanówcie się czy na pewno chcecie wkurzać sąsiadów i szkodzić zwierzętom.

Szczęśliwego Nowego Roku.